• Wpisów:15
  • Średnio co: 92 dni
  • Ostatni wpis:3 lata temu, 21:38
  • Licznik odwiedzin:1 056 / 1476 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 



Książka wspaniała, pełna nadziei, miłości , honoru i odwagi.... ale zaczynając od początku.
Kamienie na szaniec były (a właściwie nadal są) moją lekturą w szkole. Będę szczera nie przeczytałam ją w terminie , choć zabierałam się za nią parę razy. Brałam ją i po chwili odkładałam - jakoś nie miałam weny. To, że ta książka ma ok 200 stron wcale nie polepszało sprawy ( spokojnie są też zdjęcia).
Na pytanie , zadawane przez nauczyciela, 'Jak idzie wam czytanie książki ', odpowiadałam 'leży nie źle' -nie wiem czy zrozumieliście ,że chodziło mi o grę słów ( niektórzy moi znajomi tego nie skumali).
Położona ona była koło łóżka , bo pomyślałam
''jeśli nie będę mogła zasnąć to sobie poczytam''
- ale ponieważ jestem strasznym leniem i śpiochem więc za każdym razem zasypiałam od razu. Z dnia na dzień książka coraz bardziej znikała pod stertą ubrań. W końcu o niej zapomniałam, ale nasza pani od polskiego niestety nie. Nadszedł dzień sprawdzianu i ku mojemu zaskoczeniu , nie dostałam jedynki , tylko dwójkę ^^
To i tak dla mnie było za mało, więc .... zrobiłam to co odkładałam od miesiąca. Wzięłam książkę i zaczęłam czytać.
Już od pierwszej strony zrozumiałam jaka głupia byłam. " Kamienie na szaniec" okazały się najlepszą książką jaką czytałam. W moim 'ranking' zajęły pierwsze miejsce - bezkonkurencyjnie pokonały "Balladynę''.
Mogła bym wam wypisywać niezliczone cechy Alka, Rudego i Zośki,ale nie umiałabym się obyć bez wyniosłych słów, a wiem że dla większości wyda się to śmieszne. Dlatego dam tylko mały skrót. Ci młodzi mężczyźni , ogólny ich wiek w książce ( ten podany na początku i na końcu) mieści się w granicy od 18 do 23 lat, byli wspaniali. W czasie bólu i cierpienia , kiedy jutro było nie wiadome, potrafili trzymać głowę dumnie w górze i walczyć o wolność. Brali udział w nie jednej akcji sabotażu i dywersji. Zawsze pełni pasji.
Nie wiem czy wiecie , ale te kotwice (znak Polski walczącej ) albo żółwie (które oznaczały,że ludność polska pracująca w fabrykach wroga nie powinna się spieszyć ) jak pierwsze zostały namalowane właśnie przez nich.
Nie chce za dużo mówić ,aby nie zepsuć wam niespodzianki, ale koniecznie muszę wspomnieć o akcji pod Arsenałem. To jest najważniejszy moment w całej książce i niestety bardzo smutny zarazem.
Polacy odnieśli tam zwycięstwo , ale jakim kosztem. Wszystko wydawało się tak wspaniale , udało im się ocalić przyjaciela, spodziewać się można było tak zwanego heppy end'u , ale nadszedł 30 marca 1943 roku i ...........
To niech zostanie tajemnicą.


Po przeczytaniu wyżej wspomnianego momentu , zostaną nam tylko dwa rozdziały. Szczerze ja jestem wielką fanką Alka i Rudego , więc te końcowe strony były dla mnie ciężkie. Nie miałam zbytnio ochoty ich czytać , bo........, ale nie mogłam zostawić Zośki ( kurde zżyłam się z tą książką), ale gdy nadszedł 20 sierpnia 1943 roku ...


W mojej książce pojawiało się wiele listów odnośnie podziwu dla bohaterów i tego jak zmienili on życie , niektórych ludzi , dlatego ja nie będę was zanudzać moimi odczuciami po przeczytaniu książki.



Już nie mogę się doczekać, tego filmu.
  • awatar Red Fox: Czytałem. I po przeczytaniu tego było mi źle. Potem przeczytałem "Archipelag GUŁag" Sołżenicyna i było mi jeszcze gorzej.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Zakochać się bez pamięci. Stracić dla niego głowę. Co za głupota ! Po co mi coś takiego. Mszę skupić się nad ważnymi sprawami. Takimi jak kariera. Zostały mi jeszcze 2 lat studiów , a następnie będę musiała zdobyć doświadczenie i zaistnieć w świecie. Nie mam czasu na złamane serca , lub głupie rozterki miłosne.

Rano idę na uczelnie , potem do pracy i do domu. Kochana monotonia. Nigdy w życiu nie chciałabym tego zmieniać.
.......................
-Proszę się obudzić !
| o kurde! zamyśliłam się |
-Żeby to było ostatni raz. Rozumiemy się.
*Dobrze proszę pana.

|Walnięty facet. Jest ledwo 10 lat starszy, a uważa się za nie wiadomo kogo. No dobrze, może jest profesorem , ale to nic wielkiego. Za parę lat przecież też nim będę , a nawet lepszym. On jest pacanem , idiotom , debilem ,pacanem - nie, tak już go nazwałam....
Nie wiem czemu ale za każdym razem ,gdy jego widzę to krew mnie zalewa. Nie znoszę dziada.|

- Widać ,ze ktoś się nie wysypia w nocy. Podać poduszkę, albo kocyk ?

| W mordę, znowu przysnęłam |

*Nie proszę pana, nie trzeba i przepraszam.

|Zaraz mu przywalę|

-O nie , to ja przepraszam,że przerwałem ci drzemkę. Śpij dalej , przecież moje zajęcia są takie nudne.
*Ha ha , jaki pan zabawny.

|Jeszcze jedno słowo i go zabiję|

- ''ha ha '' ,że tak pozwolę sobie zacytować, Pani nie jest ani trochę zabawna. Ale proszę nie rozpaczać z tego powodu. Dzisiaj po lekcji nauczę Panią tego.
*Czyli mam zostać po zajęciach ?
-Jednak ma pani mózg. Cóż za niespodzianka.

|Naprawdę mam go dość. Chciałabym strzelić mu w łep , ale w tedy pójdę siedzieć - a tego nie chcę.|

+ Wow , ale Ci zazdroszczę! Prywatne zajęcia z profesorem ciacho. Też tak chce!
*.....

| On przystojny ? nie mam mowy. Chociaż.... te jego niebieskie oczu , i brązowe włosy, nie jedną by zauroczyły. Do tego jest nieźle zbudowany - widać ,że ćwiczy . Głupi debil ! Powinien być brzydki i gruby !|

- Nie gadać na zajęciach,a ty poczekaj do przerwy.

| czy on do mnie mrugnął ? nie ,no wpadło coś do oka i tyle....
Kurdę ........... |
 

 
Wszyscy uważają mnie za idiotkę. Myślą ,że moje życie jest usłane różami.Nie ważne co, wszystko mi się tak po prostu udaję. Każdy bez problemu mógłby mnie zwieść i wykorzystać.
Mój uśmiech symbolizuje szczęście,...... ale to nie prawda. W rzeczywistości on jest tylko na pokaz.




Nie raz w nocy budzą mnie koszmary- przeszłość. To co było i czego nie mogę zapomnieć.
Upokorzenie ,którego doznałam. Kiedy straciłam swoją potęgę i spadłam na sam dół. Ból ,który czułam patrząc na cierpienie ludzi..., nie potrafiąc im pomóc. Prze ze mnie ,albo dla mnie, ginęło sporo ludzi. Rodziny traciły ojców, synów ,matki .....

--------------------------------------------------
Kiedy ludzie którzy mieli mi pomóc, rozpętali wojnę, mogłam tylko patrzeć. Mówili, że kochają Boga , ale bez skrupułów zabijali niewinnych. Chcieli tylko osiągnąć swój cel , nie ważne jak. W tedy pomógł mi mój daleki sąsiad.Potem sprawy pomiędzy nami się skomplikowały. Niezbyt mogliśmy się dogadać. Z czasem nasze relacje osłabły, ale nigdy nie zniknęły.

--------------------------------------------------
Była potęgą. Dużo ode mnie zależało. Nie musiałam się bać. Mogłam zapewnić ludziom prawie wszystko co chcieli. Szczęście jednak nie trwa długo. Z północy nadciągało niebezpieczeństwo. Pojawili się oni jak fala, i zatopili moje państwo.

--------------------------------------------------
Niedługo potem , rozpoczęła się wojna z na prawdę potężnymi państwami.Ciągnęło się to długo.Raz zwyciężaliśmy, a raz przegrywaliśmy. Ostatecznie wszystko zakończyło się podpisaniem pokoju.

--------------------------------------------------Następnie zastałam zaatakowana z trzech stron. Nie miałam szans. Na dodatek nikt nie chciał się mieszać , w tak beznadziejną sprawę. Zresztą nie dziwie się. Zniknęłam z map na długo, ale pozostawałam w sercach moich obywateli. Dzięki czemu chciałam walczyć. Podejmowałam próby, lecz zawsze kończyły się nie powodzeniem. W tedy pojawił się On. Człowiek ,który zawojował Europą. Nie zastanawiając się długo stanęłam po jego stronie. I odzyskałam wolność. Trwała krótko , ale było wspaniale. Niestety 'Rewolucjonista' przegrał. Znów zostałam zniewolona, zresztą jak wiele innych ówczesnych państw.

--------------------------------------------------
Polacy zastali podzieleni , i zmuszeni do walki w zaborczych wojskach.Moje serce prawię pękło, kiedy brat musiał walczyć z bratem. W końcu i to okropieństwo się skończyło. Chciałabym powiedzieć, że wreszcie odzyskałam niepodległość, ale nie do końca tak było. W rzeczywistości musiałam jeszcze walczyć o swoje.

-------------------------------------------------
Zła nie było końca. Kiedy mój 'przyjaciel' mnie zdradził. Bez zawahania wbił mi nóż w plecy. Stanął po stornie wroga,a nie mojej. Byłam przerażona. Dopiero co skończyło się jedno piekło , a już zaczyna się drugie. Europa wygląda jak niekończący się dramat. Wszędzie krew i śmierć. Niesprawiedliwi , rasistowscy ludzie stali u szczytu państw. Ale nikt się temu nie grzecznie nie przyglądał z boku. Po raz pierwszy zrobiłam coś, co powinnam zrobić od dawna- stanęłam pomiędzy żołnierzami i zaczęłam walczyć. Dotychczas zawsze byłam sanitariuszką, albo 'listonoszem'. Nigdy nie trzymałam broni.

--------------------------------------------------
Wojna zakończona, ale to jeszcze nie koniec. W moim kraju jeszcze nie można się jeszcze odpocząć. Ale już nie długo...




Nie mogę przecież żyć przeszłością! Teraz jest teraz. Muszę skupić się na
przyszłości .Choć aktualnie kraj jest wolny , to dużo mu jeszcze brakuje. Musimy stać się potęgą , aby zrekompensować ból zadany naszym towarzyszą.
Więc śmiało mogą mnie uważać za idiotkę , która się cieszysz z byle czego. Ale teraz , jak i w przeszłości , pomimo wszelki trudom , zawsze będę trzymać głowę skierowaną w górę. ^^


 

 
.... cały czas powtarzała ,że nie będzie miała chłopaka. ale w rzeczywistości była zbyt dumna aby ukazać komuś swoje słabości.
W każdy sobotni wieczór , kiedy nie miała do kogo się przytulić ,żałowała tego, że nie potrafi nikogo pokochać. W jej głowie kłębiło się tysiące myśli o idealnym księciu. Tylko ,że był jeden problem Życie nie jest bajką.

Pewnego razu siedziała na huśtawce w parku. Jesienne liście spadały skąpane w złotym blasku słońca. Prawdziwa złota Polska jesień. Dziewczyna przyglądała się spacerującym ludziom. W ten dzień krążyło tam wiele par. Trzymały się za ręce lub obejmowały.
Jej serce zabiło boleśnie. Zamknęła oczy i poczuła jak ktoś złapał ją za plecy a następnie odepchnął*. Była zaskoczona. Nie wiedziała kto stoi za nią , i to ją trochę przerażało , ale nic nie mówiła. Postanowiła pozwolić trwać tej chwili. Nie obracając się , ani nawet nie otwierając oczu , pozostawała w błogiej nieświadomości. Zdawała sobie sprawę ,że za parę sekund to wszystko może się skończyć.

Nagle nieznajomy zatrzymał huśtawkę. Dziewczyna odwróciła głowę i otworzyła oczy.
Zaniemówiła.Stał przed nią ideał. Chłopak o wyglądzie modela , który wpatrywał się w nią jak zaczarowany. Złapał ją za rękę , ale ona natychmiast go odepchnęła , po czym uciekła.
Biegła dopóki nie dotarła do domu. Rzuciła się na łózko , i dopiero wtedy wszystko do niej dotarło.
Nie wiedziała czemu się tak zachowała. Przecież przed chwilą spotkała swojego księcia , i zamiast coś powiedzieć , ona zachowała się jak Kopciuszek , wychodzący bez słowa o północy z zamku. Tylko w odróżnieniu od animowanej bohaterki , ona nie zostawiła żadnego śladu , żeby książę mógł ja odnaleźć.


Minął tydzień od kiedy dziewczyna straciła szanse na swój 'romans' . Mimo iż codziennie przychodziła w to samo miejsce, nigdy go nie spotkała. Z dnia na dzień traciła nadzieje.
Minął miesiąc, to właśnie dziś jest ich 'rocznica'. Jak zazwyczaj poszła n huśtawkę , spędziła tam parę minut, po czym poszła. Za nim wróciła do domu wstąpiła do sklepu.
Stanęła przed regałem z czekoladą. Zajęło jej chwilę za nim znalazła swój ukochany smak. Miała szczęście właśnie została ostatnia. Sięgnęła po nią rękę , i właśnie w tedy poczuła jak ktoś łapię ja za ramię. Dziewczyna odwróciła się , i zobaczyła ...........................>
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 


Szósty miesiąc, szóstego dnia, jakoś chwilę po szóstej
Zobaczył ją jak stała w brudnej, rozciągniętej bluzce
Uśmiech miał jak rekin i puste oczy lalki
Zrobił jeszcze rundę wokół, po czym podjechał na parking
Znał wszystkie zakamarki w obrębie głównych przecznic
Miał niecodzienne hobby - lubił zabawy z dziećmi
Miasto to śmietnik, ludzie topią się w śmieciach
Nikt nie zwróci uwagi, że zniknął bezdomny dzieciak
"Cześć!" - powiedział do niej swym oślizgłym głosem
Nie mogła mieć więcej niż jedenaście wiosen
"Co się dzieje dziecko?" - ukucnął i zagadał
"Gdzie jest mama i tata, czemu stoisz tutaj sama?
Deszcz pada coraz bardziej, mieszkam nieopodal
Nie możesz tutaj zostać przecież jesteś bardzo młoda!
Schowaj się w moim aucie, jesteś blada jak trup
Możesz przecież dostać nawet zapalenia płuc!"
Znów mu się udało, kolejna z wielu ofiar
Pedofil, sadysta, przed niczymm się nie cofał
Umiał dobierać słowa, stworzyć iluzję opieki
Taki psycholog-amator ze słabością do dzieci
"Wygodnie ci się siedzi? Chodź, pojedziemy do mnie
Odwiozę cię spowrotem przysięgam, że nie zapomnę!"
Dzieci są bezbronne, ciągle z tego korzystał
Zwabił dziewczynkę do auta i ruszyli na piskach
Ciekła mu ślina z pyska, lekko ją pogłaskał
"Nie bój się maleńka, mieszkam kawałek od miasta"
Już prawie zaczął mlaskać, mało brakowało
Kiedy zmieniając biegi otarł się o jej kolano
Stanął pod domem, chatę miał nie małą
Nikt tu nie usłyszy krzyku, sąsiedzi nie przeszkadzają
"Chodź zrobie ci kakao" - mówił z fałszywym uśmieszkiem
A w jego zepsutym sercu wrzało wszystko co grzeszne

Dość tych podchodów - wchodzi głowne danie
Podszedł do niej od tyłu i mocno chwycił za ramię
Ale chwila co jest grane? Wygięła jego palec
On runął na ziemię całym swoim ciężarem
Przejebane, kość przebiła skórę
Nie mógł uwierzyć w złamanie, patrzył na rękę jak dureń
"Jak się z tym czujesz?" - Zapytała go jakby
Przez jej struny głosowe przemawiały wszystkie diabły
Nagły przypływ bólu szybko w panikę się zmienił
Ślizgając się po posadzce próbował wstać z ziemi
"Nie myśl, że uciekniesz, zabawę mamy świetną"
Oczy małej dziewczynki płonęły niczym piekło
"To nie jest zwykłe dziecko!" znów chciał się podnieść
Z wrażenia na jej widok opróżnił pęcherz w spodnie
Zaczął skomleć i się modlić "Mario przenajświętsza Pani"
Ona szybko mu przerwała - "Boga nie ma tutaj z nami!
Zanim zdechniesz kundlu i wyssę z ciebie duszę
Dołożę wszelkich starań, żebyś cierpiał jak najdłużej
Jestem duchem twoich ofiar, jestem piekielną karmą,
Jestem twym najgorszym wrogiem, możesz mówić na mnie Arioch"
Zdarł sobie gardło, krzyczał kilkanaście godzin
Kiedy łamała mu nogi, patrzył w jej czerwone oczy
Nawet próbował się bronić, wyciągnął z kurtki kastet
Ona śmiejąc się do łez zgniotła mu pięść na miazgę
"Ty błaźnie żałosny bawi mnie twój opór"
Jej małe pięści rozstrzaskały mu twarz jak obuch
Opluł się krwią, ciągle wołając pomocy
A ciało dziewczynki weszło w stan dziwnej metamorfozy
Oczy płonęły nadal, lecz nagle światło zgasło
I tylko księżyc słabo oświetlał pokój spod zasłon
Coś padło na podłogę, coś przewracało krzesła
Coś wiło się na ziemi i nie potrafiło przestać
Nagle cisza "Może odeszła i już jej nie ma?"
Słyszał tylko swój oddech i przedwojenny zegar
Zaczął grzebać w kieszeniach zdrową ręką panicznie
Aż znalazł i odpalił ozdabianą zapalniczkę
"To niemożliwe!" rzucił widząc oświetloną strzygę
Niezgrabny twór, coś na wzór Beksiński plus Giger
Patrzyła na niego chciwie wywijając ogonem
A pedofil czuł, że powoli zbliża się koniec
Położyła na nim dłonie, białe, pokrzywione palce
Obwąchała go całego siadając na jego klatce
Odpuścił sobie walkę kiedy otworzyła paszczę
I posapując zatopiła zęby w jego czaszce
Nieznacznie jęknął, szczęka mu opadła
Miał wzrok jak krowa próbująca wyjść z bagna
Krwawa masakra to było okropne
Policja zamiast worka na zwłoki przyniosła zmiotkę

W tej dobranocce morał jest prosty:
Moje drogie dzieci, nigdy nie ufajcie obcym
Dziewczynki i chłopcy pogaście już światła
Słuchajcie tego co mówią do was ojciec i matka!


 

 
Może dziwnie wyglądają ,
i nieco inaczej śpiewają ,
na pewno odstają od reszty,
lecz nic nie zmieni tego, że ich kocham <3




Im bardziej Cię poznaję,
Tym mniej Cię rozumiem

I wciąż nie widzę czegoś, niczym „czerwonej nici”*
Bo moja wiara nie wróci

Trzymaj mnie przy sobie…
Pomimo, że wiedziałem, że to wszystko jest kłamstwem, nie schowam mojego tonącego serca
Tonę w Twoich ustach, będę napawać się Twoim ciepłem… Nie mogę zawrócić.

Nie posiadając parasola
Trzęsę się w deszczu, który zaczyna padać
Bojąc się zaznać samotności
Pragnąłem Ciebie

I wciąż nie widzę czegoś, niczym „czerwonej nici”*
Bo nie cofnę mojego pragnienia Ciebie

Trzymaj mnie przy sobie…
Pomimo, że wiedziałem, że to wszystko jest kłamstwem, nie schowam mojego tonącego serca
Tonę w Twoich ustach, będę napawać się Twoim ciepłem… Nie mogę zawrócić.

Przytaknąłem Twoim słowom, które były zmieszane z westchnięciem
„Będziemy potrafili znów śmiać się wspólnie z naszej niezgodny”
Chciałbym w to wierzyć…

I wciąż nie widzę czegoś, niczym „czerwonej nici”*
Bo moja wiara nie wróci

Jeśli danym jest, że wszystko będzie mieć swój koniec
My z pewnością będziemy wieczni
Jeśli powiedzianym jest, że nic nie jest pewne
Możemy poprzysiąc sobie jutro

Trzymaj mnie przy sobie…
Pomimo, że wiedziałem, że to wszystko jest kłamstwem, nie schowam mojego tonącego serca
Tonę w Twoich ustach, będę napawać się Twoim ciepłem… Nie mogę zawrócić… Nawet teraz…


*Czerwona nić - nawiązanie do japońskiej legendy


W twoim liście jest wiele nieczytelnych znaków.
Pragnę cię spotkać, usłyszeć to z twoich ust.

Biel, do której nie przywykłem, odgłos westchnienia.
Jeśli poznam barwy nieba, będę ocalony. Jednakże...
Chcę zapomnieć każdy niepewny oddech.
Lecz nawet ta chęć wydaje się słabnąć

Kiedy śpiewam 'przygnębiające jutro', ciernie towarzyszą mi we śnie.
Ograniczają moje ruchy.
Nawet umysł zdaje się spać.
Ciepło. które dotykało moich policzków, jest znajome, tak delikatne.
Cień, który ujrzałem w mglistej przestrzeni
Ciepłe barwy snu.

Moje oczy w których jest twoje odbicie.
Każdego dnia tracą twój zasięg.
Płonęłaś w tych oczach.
W słonecznych dniach, kiedy promienie przebiją się przez korony drzew
Mnie już przy tobie nie będzie.

Przesączone bielą drżenie.
Zabrakło mi słów.
Gdy moje łzy płynęły.
Wypowiedz moję imię.
Trzymaj mnie w ucisku.
Boję się stracić cokolwiek więcej.

Gdzie śpiewasz o mnie.?
Nawet jeśli słucham uważnie, jedyny odgłos to nierówne bicie mojego serca.
Nie potrafie przypomnieć sobie tego ciepła, które znikło z mojego policzka.
Zimne kolory rzeczywistości, które zobaczyłem w mglistej przestrzeni.

Tysiące drobnych życzeń.
Wplotło się w twoje marzenia.
Bez powtórnego uśmiechu.
W ostatnim wspomnieniu zliczonych oddechów.
Słyszę twój głos.
W dzień gdzie wszystko zostało stracone.
'Nas dwoje nie może być razem.'


Rzecz, którą zrealizowałem, jedynie cię potem skrzywdziła
Szukałem liczby wad w tobie kiedy powinienem opiekować się tobą

Nasze dni zostały pogrzebane w małych kłamstwach, więc możemy walczyć z wątpliwościami
Nasze serca znają znaczenie wzajemnej zguby, ta druga zima wciąż czeka

Jesteś zagubiona bo nie możesz ujrzeć jutra, podniosły twój głos kiedy płakałaś
Bez bycia w stanie by znaleźć jakieś słowa, ścierałem twoje łzy

Otulony samotnością dni przesiąkniętych nami
Wielokrotnie szukaliśmy zrozumienia, mogę czuć to głęboko ponownie

Nie ma kłamstwa kiedy powiedziałem że czuję wieczność
Na pewno będę przy tobie

Nie potrzebuję "Kocham cię" więcej
Jeśli zostaniesz ze mną na zawsze
Chcę być złamany przez ciebie
Która wyczerpała swój głos płaczem

Wszystkie słowa od początku do końca były powiedziane do ciebie
Dlatego nie odejdziesz od tych ramion
Ten sam sen, który stoi obok nas, podmywając nas

Małe kłamstwa zmieniły swoje kształty i rozpuszczają się w biały oddech powietrza
Dlatego nie zapomnijmy znaczenia wzajemnej straty. To nieważne ile razy moje serce było dźgnięte

Zostawiam to "Do widzenia" tu i teraz i ruszam do przodu
Nie chcę cię znów stracić

Możemy teraz zapewniać się o naszej miłości, oboje musimy zobaczyć smutek
Nawet jeśli oboje w końcu znikniemy jutro, to dobrze więcej nie płakać

Pewnego dnia zmienimy się w dwoje ludzi, którzy przeminą jak pory roku
Nawet jeśli będą tu noce kiedy ty będziesz zamrożona smutkiem
Nie zapomnij

Nic się nigdy nie kończy

W głębokim śnie
 

 

Zielono mam w głowie i fiołki w niej kwitną,
Na klombach mych myśli sadzone za młodu,
Pod słońcem, co dało mi duszę błękitną
I które mi świeci bez trosk i zachodu.

Obnoszę po ludziach mój śmiech i bukiety
Rozdaję wokoło i jestem radosną
Wichurą zachwytu i szczęścia poety,
Co zamiast człowiekiem, powinien być wiosną.

 

 
Wystarczy tylko sól i kolorowa kreda.
Dzisiaj mi się nudziło no i proszę.

 

 
Zayn: Nie byłem aż tak pijany. Harry: Stary, rzuciłeś w Perrie stacjonarnym krzycząc "Call Me Maybe!"

Niall: Nie byłem aż tak pijany! Louis: Stary, podszedłeś do lustra i zacząłeś kr...zyczeć: "EYY! TO TY JESTEŚ NIALL HORAN Z 1D? O MATKOOOO!"

Niall: Nie byłem aż tak pijany! Liam: Stary,pytałeś się krzesła czy możesz się przysiąść.

Liam: Nie byłem aż tak pijany. Louis: Stary podchodziłeś do każdego pudła i krzyczałeś 'TO TY ZABIŁEŚ HANKĘ!'

Zayn: Nie byłem aż tak pijany. Liam: Stary, zapytałem się ciebie o godzinę, a ty wyciągnąłeś termometr, mówiąc, że czwartek.

"Niall: Nie byłem aż tak pijany. Harry: Stary, sikając kręciłeś się w kółko krzycząc ''JESTEM SPRYSKIWACZEM!'"

Zayn: Nie byłem aż tak pijany. Liam: Człowieku, podszedłeś do lustra i zacząłeś się wydzierać 'O MÓJ BOŻE, TO ZAYN MALIK!!'

"Harry: Nie byłem aż tak pijany. [T.I.]:Kochanie, podszedłeś do mojej mamy i powiedziałeś, że wczorajsza noc była super."

Zayn: Nie byłem aż tak pijany! Niall: Stary, kręciłeś talerzem w mikrofali i krzyczałeś "We know the DJ''

Louis: Nie byłem aż tak pijany! Harry: Stary, udawałeś Mario, uderzałeś łbem o wszystkie ściany i chciałeś zjeść muchomora!

Niall: Nie byłem aż tak pijany! Zayn: Stary, spytałeś moją babcię, czy Czerwony Kapturek doszedł szczęśliwie.

Louis: Nie byłem aż tak pijany! Liam: Stary, wlazłeś do mojej szafy i pytałeś "Gdzie jest Narnia?"

Niall: Nie byłem aż tak pijany! Louis: Stary spędziłeś dobre pół godziny w mojej wannie szukając Nemo!!

Harry: Nie byłem aż tak pijany! Liam: Stary trzymałeś się kratki ściekowej i krzyczałeś "za co wyście mnie zamknęli?!"

Liam: Nie byłem aż tak pijany! Niall: Stary, rzuciłeś w mojego chomika akwarium wrzeszcząc "Pikachu, właź do pokebola!

Harry: Nie byłem aż taki pijany! Niall: Stary, chciałeś mnie zgwałcić!
----------------------
znalazłam to na pewnej stronce i po prostu się zakochałam <3.



 

 
  • awatar ★ KAMII ★: Boziu... To oko jest prześwietne. Musisz się jakoś zgadać z moją rysującą przyjaciółką masz tu jej da:http://rukario13.deviantart.com/gallery/
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
.............

Straciłem dla ciebie głowę....^^



Ukradłeś moje serce <3
 

 
Tam się kończy rzeczywistość ,
tam zaczynają się marzenia.
Nikt ci nie rozkazuje,
ani nie poucza.
Jesteś po prostu sobą.
-------------
>x<